Lili Reinhart – „Lekcje pływania”
w moim odczuciu

 

Lili kojarzyć możemy z bardzo dobrze nam znanego „Riverdale”, gdzie jest odtwórczynią roli Betty Cooper.
Jestem dość sporą fanką poezji, sama w ten sposób daje upust swoim emocjom, dlatego bez zawahania sięgnęłam po debiutancki tomik Lili.
Lili na samym początku zaznaczyła, że jest to jej sposób na ujście emocji, które się w niej kumulowały od dłuższego czasu.

Książkę zadedykowała swojej ś.p babci, więc mogłoby się zdawać że będzie to w większości książka o tęsknocie za nią. I co prawda… jest za tęsknotą.
Za byłym chłopakiem i współpracownikiem – Cole’a Sprouse, z którym tworzyli dość burzliwy związek. Poruszyła też wątki bolesnej miłości, ale jednocześnie szczęśliwej.
O samej poezji nie będę się wypowiadać – warto samemu się z nią zapoznać ale niektóre wiersze sprawiły, że poczułam się zrozumiana i mniej samotna.

Co do samej książki – design jest na wysokim poziomie i zdecydowanie trafi w serca znanego „Mleko i Miód”, gdyż niektórym wierszom towarzyszą rysunki.
Twarda okładka i środek są w odcieniach pudrowego różu, a rysunek na stronie tytułowej pięknie mieni się brokatem.
W egzemplarzu Lekcji Pływania wiersze są w języku polskim oraz oryginalnym – angielskim, co jest plusem dla zwolenników angielskojęzycznej poezji.

Mimo tego, że książka jest krótka, nie byłam w stanie jej szybko przeczytać, bo wielokrotnie powtarzałam niektóre wiersze, za każdym razem coraz uważniej.
Do kilku tekstów zdecydowanie będę powracać. Nie jest to typowa nastoletnia, pusta poezja.
Książka Lili Reinhart, jest pewnego rodzaju sztuką, dlatego zachęcam Was do nabycia jej i przekonaniu się na własnej skórze o sile jej pióra.